Przejdź do treści
Pytajnik
  • Artykuły
  • O projekcieRozwiń
    • O Pytajniku
    • Do pobrania
  • Kontakt
Pytajnik

Czy da się przeżyć upadek z samolotu bez spadochronu?

12.09.202525.10.2025

W 2016 roku Luke Aikins wyskoczył bez spadochronu z samolotu lecącego na wysokości 7620 m. Jego lot trwał około 2 minuty i w jego trakcie musiał wycelować w specjalnie przygotowaną do tego kwadratową siatkę o szerokości 30 m, dodatkowo zamortyzowaną pneumatycznymi cylindrami. Udało mu się i po wszystkim o własnych siłach wyplątał się z niej, nie odnosząc żadnych obrażeń, dzięki czemu stał się pierwszą osobą, która celowo wyskoczyła z samolotu i przeżyła upadek bez użycia spadochronu. Ale to był wyczyn kaskaderski, skrupulatnie zaplanowany. Oczywiście wciąż wiele mogło pójść nie tak, ale mamy tu do czynienia z osobą, dla której takie ekstremalne popisy to chleb poprzedni. Zresztą Luke nie poprzestał na tym rekordzie i 6 lat później spróbował przesiąść się z samolotu do samolotu w powietrzu. Niestety jedna z maszyn rozbiła się, a jako, że Luke nie miał pozwolenia na tę próbę, to stracił swoją licencję pilota.

Ten artykuł możesz też wysłuchać w formie filmu na YouTube lub słuchowiska na Spotify.

Ale wbrew pozorom Luke wcale nie ma na swoim koncie rekordu za najwyższy skok bez spadochronu, a jedynie najwyższy celowy skok bez spadochronu. Wcześniej w historii niejednokrotnie zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś wypadł z samolotu, a później przeżył taki upadek i to bez żadnego przygotowania.

Ivan Chisov – 26-letni radziecki pilot w 1942 roku również spadł z wysokości około 7000 m po zestrzeleniu przez niemieckie myśliwce. Świadomie na początku nie otworzył spadochronu, bo bał się, że stanie się łatwym celem dla krążących wokół samolotów. Chciał opaść najpierw na bezpieczną wysokość, ale niestety stracił przytomność z powodu braku tlenu, przez co nie mógł już pociągnąć za sznurek. Podczas swobodnego upadku osiągnął prędkość graniczną dla bezwładnego człowieka, wynoszącą około 200 km/h. Więc jak się domyślacie, zderzenie z taką prędkością z ziemią nie mogło skończyć się dobrze. A tymczasem Ivan przeżył. Wylądował wzdłuż stromego górskiego zbocza, co rozłożyło energię uderzenia, a dodatkowo głęboki śnieg mający około 1 metra dobrze zamortyzował upadek. Sprzymierzeni żołnierze niedaleko obserwowali, jak kolega toczy się przez chwilę łamiąc sobie miednicę, nogi i kręgosłup. Szybko ruszyli mu na ratunek i poddali operacji. A już po trzech miesiącach Ivan wyszedł ze szpitala w pełni zdrowia. Poprosił nawet o powrót do latania, jednak przełożeni nie zgodzili się na to i resztę wojny spędził jako instruktor nawigatorów bombowych.

Innym ciekawym przykładem również z wojny jest historia 24-letniego Alana Magee, amerykańskiego żołnierza, który podczas nalotu nad Francją został zestrzelony na wysokości prawie 6,5 km. Niestety jego spadochron nie nadawał się do użytku, więc spadał bez żadnego zabezpieczenia. Zanim zemdlał, modlił się: „Nie chcę umierać, przecież jeszcze nic nie wiem o życiu.” Szczęśliwie jednak spadł na szklany dach dworca kolejowego, prawdopodobnie pod skosem i udało mu się przeżyć. Niektórzy sugerują, że to samo szkło zamortyzowało upadek, inni, że zrobiły to kable i druty pod sufitem, a jeszcze inni sądzili, że może jakaś bomba wybuchła w tamtym momencie na dworcu i fala uderzeniowa pozwoliła go wyhamować. Ale akurat tę ostatnią hipotezę obalili pogromcy mitów. Alan został znaleziony nieprzytomny, z rozległymi obrażeniami i prawie odciętą ręką. A kiedy się obudził, usłyszał od niemieckiego lekarza: „Jesteśmy wrogami, ale ja w pierwszej kolejności jestem lekarzem. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby uratować twoją rękę.” Operacja udała się, a Alan przeżył resztę wojny w niemieckiej niewoli jenieckiej. Później wrócił do Ameryki i pracował w branży lotniczej w różnych rolach. Jego historia trochę brzmi jak taki drętwy i nierealistyczny zwrot akcji, gdzie scenarzyści koniecznie próbują utrzymać głównego bohatera przy życiu. Pewnie gdybyśmy zobaczyli coś takiego w kinie, to pukalibyśmy się w głowę, kto napisał coś tak absurdalnego. No ale ta historia wydarzyła się naprawdę.

Jeszcze ciekawszą historią na film, zresztą faktycznie zekranizowaną, jest przypadek 17-letniej Juliane Koepke, która w 1971 roku jako jedyna przeżyła katastrofę podczas lotu nad peruwiańską dżunglą. Samolot został trafiony przez piorun, co spowodowało zapalenie się zbiornika z paliwem i wybuch. Juliane wypadła z samolotu na wysokości około 3000 m, ale nadal była przytwierdzona pasami do swojego krzesła złączonego z dwoma innymi siedzeniami. To prawdopodobnie zadziałało jak swoisty spadochron albo helikopter, spowalniając jej upadek i w połączeniu z amortyzacją gałęzi lasu deszczowego udało jej się przeżyć. Ale ze złamanym obojczykiem, poranioną ręką i okiem wylądowała sama w środku dzikiej dżungli. Przez 11 dni wędrowała wzdłuż rzeki szukając ratunku. Kiedy wreszcie odnalazła obóz drwali, była wycieńczona, a w rany wdała się infekcja. Ważyła 20 kg mniej niż przed katastrofą. Trafiła do szpitala, a kiedy jej stan się poprawił, zaczęła pomagać ratownikom poszukującym pozostałych ofiar katastrofy, ale nikogo żywego już nie znaleziono. Okazało się jednak, że aż 14 osób przeżyło upadek, natomiast ostatecznie umarli, czekając na ratunek.

Natomiast już rok później, w 1972 roku, miał miejsce najwyższy, jak do tej pory upadek bez spadochronu, który zakończył się przeżyciem. Poznajcie Vesnę Vulović, stewardessę z Serbii, która w 1972 roku za sprawą zwykłego błędu została przypisana do lotu do Sztokholmu. Zamiast niej miała lecieć najpierw inna stewardesa o takim samym imieniu, ale naszej bohaterce ta pomyłka nie przeszkadzała, bo chciała zwiedzić Kopenhagę na międzylądowaniu. Był to jednak okres częstych ataków terrorystycznych nacjonalistów dążących do uniezależnienia od Jugosławii i najprawdopodobniej jeden z nich podłożył bombę w luku bagażowym. Eksplozja podzieliła samolot na kawałki i nikt z 27 pozostałych osób na pokładzie nie przeżył. Nasza stewardessa z kolei została przytrzaśnięta przez wózek cateringowy do części kadłuba. Uwięziona w ten sposób zaczęła spadać nieprzytomna z wysokości ponad 10 km. Razem z częścią kadłuba Vesna spadła ostatecznie na ośnieżone zbocze górskie w tej okolicy, a drzewa i śnieg zamortyzowały upadek. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności był fakt, że odnalazł ją mężczyzna, który w trakcie wojny służył jako sanitariusz, a więc miał doświadczenie medyczne. Utrzymał ją przy życiu do czasu przybycia ratowników. Wesna trafiła do szpitala z połamanymi kośćmi, w tym pęknięciami czaszki i zmiażdżonym kręgiem kręgosłupa, a także doznała wylewu krwi do mózgu. Spędziła kilka dni w śpiączce, a kiedy się wybudziła, w ogóle nie pamiętała, że doszło do jakiegokolwiek wypadku. Kiedy przeczytała nagłówek gazety opisujący co się stało, zemdlała i trzeba było podawać jej leki uspokajające. Jej rekonwalescencja do pełni sił trwała 16 miesięcy, ale udało się. Od tego momentu to Vesnie przypisuje się rekord Guinnessa za najwyższy upadek bez spadochronu.

Jednak konsekwencje katastrofy towarzyszyły jej do końca życia. Może nie bała się latać samolotami, bo nie pamiętała momentu katastrofy i dlatego nie wzbudzał w niej żadnych emocji, a nawet próbowała wrócić do swojej pracy jako stewardesa. Jednak nie dostała na to zgody, bo linie lotnicze nie chciały pobudzać sensacji. Natomiast do końca życia towarzyszył jej tak zwany syndrom ocalałego. Syndrom ocalałego to rodzaj traumy. Osoba, która przeżyła jakąś katastrofę lub tragedię, w której inne osoby zginęły, zaczyna czuć się winna. Myśli, że nie zasługuje na życie. Powinna była umrzeć, a w jej miejsce lepiej byłoby, gdyby przeżył ktoś inny. Ten syndrom został zaobserwowany pierwszy raz wśród osób, które przetrwały holokaust i charakteryzuje się trwałym poczuciem winy, lękiem czy stanami depresyjnymi. No więc to właśnie przytrafiło się naszej rekordzistce. „Nie mam pojęcia co odpowiedzieć osobom, które mówią, że miałam szczęście. Życie dzisiaj jest bardzo trudne.”

W pewnym momencie jednak jej rekord zaczął być podważany przez niektórych dziennikarzy, którzy sugerowali, że ona chyba jednak nie spadła z wysokości 10 km, a jedynie „zaledwie” 800 m. Podobno jej samolot, którym leciała, miał zostać przypadkiem zestrzelony przez wojsko. No i żeby przykryć tę wpadkę, później zdecydowano się wymyślić historię z rekordem. Natomiast opinia publiczna uznała to za teorię spiskową i w związku z tym jak do tej pory Vesna dzierży rekord najwyższego skoku bez spadochronu. Warto jednak zwrócić uwagę, że niezależnie od wysokości z jakiej spadła, szanse na przeżycie miała mniej więcej takie same. Od pewnego momentu wysokość z jakiej spadała, przestała mieć znaczenie, bo istnieje coś takiego jak prędkość graniczna.

Tutaj przyda się mała powtórka ze szkoły, a konkretnie z fizyki. Kiedy człowiek bezwładnie spada brzuchem do dołu, to siła grawitacji przyspiesza jego lot, ale w pewnym momencie opór powietrza staje się tak silny, że równoważy siłę grawitacji i znosi ją. Zgodnie z pierwszą zasadą dynamiki Newtona, obiekt, na który działają równoważące się siły, porusza się ruchem jednostajnym, a więc nie zmienia już swojej prędkości. Dla upadku brzuchem w dół prędkość graniczna wynosi około 200 km/h i z taką prędkością większość z naszych bohaterów uderzyła w ziemię niezależnie od tego jak długo spadali. Oczywiście można przyspieszyć swój lot pochylając się odpowiednio albo ściągając ręce do ciała. No ale dzisiaj rozmawiamy o tym jak przeżyć, a nie jak rozplaskać się w najbardziej efektowny sposób. Natomiast fragmenty kadłuba czy fotele mogły działać jak prowizoryczne spadochrony, zwiększając opór powietrza i potencjalnie spowalniając upadek. Co ciekawe, prędkość graniczna dla mrówki wynosi zaledwie 6–7 km/h i to jest powód, dlaczego żadna mrówka nigdy nie umrze przez upadek z wysokości, nawet jeśli wyrzucimy ją z samolotu. To po prostu za mała prędkość, żeby zrobić im krzywdę.

Natomiast jeśli przyjdzie wam kiedyś wypaść z samolotu bez spadochronu i nie zemdlejecie z braku tlenu, to największe szanse na przeżycie macie lecąc z rozstawionymi rękami w pozycji poziomej, dzięki czemu spowolnicie swój upadek. Do tego postarajcie się celować tak, by upaść wzdłuż stromego zbocza, najlepiej ośnieżonego lub alternatywnie szukajcie gałęzi drzew czy szklanych dachów mogących zamortyzować upadek. Trzymajmy jednak kciuki, żeby nikt z nas nigdy nie musiał przypominać sobie porad z tego filmu. Tymczasem z mojej strony to wszystko. Do zobaczenia wkrótce. Cześć!

Nawigacja wpisu

Poprzedni Poprzedni
Jak funkcjonują bliźnięta syjamskie?
NastępnyKontynuuj
Dlaczego nie jemy mięsożernych zwierząt?
Śledź mnie tu:
Pytajnik logo
Subskrybuj
Słuchaj
Obserwuj
Obserwuj
Obserwuj
Obserwuj
Marcin Drągowski logo
Subskrybuj
Obserwuj

Artykuły dla ciebie:

Czym jest Pytajnik?

Pytajnik to kanał popularnonaukowy na Polskim YouTube, na którym zadaję nietuzinkowe, a często nawet dziwne pytania, a potem odpowiadam na nie w naukowy sposób. Subskrybuj, by wiedzieć więcej o świecie!

Śledź mnie!
Mapa strony
  • Artykuły
  • Do pobrania
  • Kontakt
  • O projekcie
  • Strona główna
  • Wsparcie
Przewiń na górę
  • Artykuły
  • O projekcie
    • O Pytajniku
    • Do pobrania
  • Kontakt
Szukaj